Koncert otworzyli Haunt the Woods, skład z Wielkiej Brytanii, który w swojej twórczości inspiruje się takimi grupami jak Muse czy Radiohead. Wyraźnie słychać to zarówno w ich nagraniach studyjnych, jak i na żywo. Zespół świetnie poradził sobie na krakowskiej scenie, prezentując m. in. utwory z ostatniej płyty „Ubiquity” (2023). Pięknie wybrzmiały zarówno delikatne Overflow, Save Me czy Gold, jak i mocniejsze – Said and Done oraz tytułowe Ubiquity. Jonathan Stafford (wokal) umiejętnie uderzał w wyższe i niższe tony, balansował głosem i wprawiał publiczność raz w dziki szał, raz w łagodny trans. Haunt the Woods zagrali też kawałek ze swojej pierwszej EP-ki „The Line” (2017), Helter Skelter, oraz Elephant i Intro z debiutanckiego „Opaque” (2020). Słychać było, że podoba im się polska publiczność i są zadowoleni zarówno z własnego występu, jak i jej reakcji. Pokazali to wyraźnie ostatnim utworem, który zaśpiewali wchodząc na płytę pomiędzy publikę, akustycznym Sleepwalking, ostatni raz hipnotyzując tłum na całej majowej trasie.
Po przerwie na scenę wszedł Daniel Cavanagh. Lider Weather Systems stanął przy klawiszach, przywitał się i powiedział, że zespół przygotował dla nas coś specjalnego. Po chwili wyszli pozostali członkowie WS i zaintonowali Untouchable, Part 2. Daniel zaśpiewał pierwszą partię, a w tym czasie na scenę wyszła Oliwia Krettel, która zaśpiewała po nim drugą część piosenki – po polsku. Był to ładny ukłon w stronę polskich fanów. Po tym na scenę weszła Soraya Silva, która występuje na studyjnej wersji płyty zespołu, razem ze wspomnianą wcześniej Oliwią, a teraz towarzyszyła mu przez cały wieczór.
W trakcie występu nie zabrakło hitów Anathemy, takich jak Deep, Springfield, Closer, czy Flying. Jako, że był to jednak koncert pod szyldem Weather Systems, usłyszeliśmy przede wszystkim kawałki z ich pierwszej płyty „Ocean Without a Shore” (2024). Gdy Daniel zapowiedział otwierający ją utwór Synaesthesia i ostrzegł, że ma aż 9 minut, z publiczności dało się słyszeć podniecone krzyki i oklaski. Fani delektowali się utworami, w których zespół umiejętnie mieszał delikatniejsze dźwięki i energetyczne uderzenia. Wybrzmiały Do Angels Sing like Rain?, Still Lake i tytułowy Ocean Without a Shore. Daniel wyjaśnił, że tytuł tego ostatniego wziął się z wystawy artystycznej o takim samym tytule, na której był przed powstaniem piosenki. Jej autorem był Bill Viola, któremu nie zdążył jednak przedstawić pełnej wersji utworu, z powodu śmierci artysty. Przed Are You There? Part 2 Daniel wyjaśnił z kolei, że napisał tę piosenkę jako formę komunikacji z jego zmarłą mamą, co zostało przyjęte przez publiczność z odpowiednim namaszczeniem. W trakcie wykonywania utworu w klubie zapadła cisza, w której czuć było pewne napięcie i wiele różnych, i głębokich emocji.
Po niemal dwóch godzinach grania, zespół pożegnał się z fanami i zszedł ze sceny. Udało się jednak przywołać go z powrotem, a Daniel zapowiedział, że następne trzy piosenki na pewno nam się spodobają. Gdy wybrzmiał początek Untouchable, Part 1, w tłumie podniosła się wrzawa, lecz szybko ucichła i ludzie dali przestrzeń piosence. Rozpoczęła się prawdziwa ceremonia. Weather Systems zagrali jeszcze Untouchable, Part 2 oraz Part 3, podczas których owa cisza była przeplatana grupowym śpiewem publiczności. Po tym zespół znów opuścił scenę Studia, by… po chwili wrócić i zaskoczyć jeszcze bardziej. Gdy do naszych uszu dotarło Sad But True Metalliki, większość ludzi obok mnie nie kryła zaskoczenia i patrzyla na siebie z wybałuszonymi oczami, dając się porwać klasyce. Po niej Daniel przyznał, że James Hetfield to dla niego najlepszy gitarzysta na świecie. Pożegnaliśmy zespół raz jeszcze, ale tylko po to, by ten powrócił z (naprawdę) ostatnim kawałkiem majowej trasy. Nagraniem Anathemy Fragile Dreams. I jeszcze raz zespół podbił energetycznie fanów – były krzyki, a nawet pogo na środku.
„Dziękujemy, że daliście nam szansę” powtórzył kilka razy Daniel, przed zejściem ze sceny, przyznając, że nie spodziewał się takich tłumów na trasie. Po zamknięciu rozdziału z Anathemą, wyruszenie w trasę z kompletnie nowym projektem było wyzwaniem. Temu jednak zespół sprostał bez problemu. Weather Systems dostarczyli nam całej gamy emocji – od pięknych i delikatnych wyciskających łzy, aż po te najbardziej żywiołowe, które angażują ciało, niemal zmuszając do skakania. Z pewnością polska publiczność już wypatruje ich powrotu do naszego kraju. Tym bardziej, że zapowiedzieli kolejną płytę, więc chyba muszą przyjechać, prawda?
tekst: Patrycja Drabik
zdjęcia: Grzegorz Drabik