Strefa Żaczek, 14 maja 2026
Kosma Król / Kania / Krzaquu
Zanim trio pojawiło się na scenie, z tłumu dało się słyszeć skandowanie: „Kos-ma-Król!”. Chwilę później rozbłysły światła, za DJ-ką stanął Kacper Kania, a na scenę wbiegli Kosma Król i Krzaquu, którzy podczas całego koncertu nieustannie skakali po scenie, skutecznie zagrzewając publikę do zabawy i machania rękami. Trio wykonało zarówno starsze utwory dla OG fanów, jak i nowsze kawałki, skupiając się jednak głównie na twórczości Kosmy Króla. Z debiutanckiego „S1 MIXTAPE” (2022) wybrzmiały m.in. Słońce, Funk i Proton, który – co ciekawe – wywołała… osoba z publiki. Kosma przyznał, że jest to jeden z ich najbardziej znienawidzonych kawałków, ale po ostatniej próbie stwierdzili, że dadzą mu jeszcze szansę. I słusznie, bo publika przyjęła go bardzo entuzjastycznie, i to nie tylko nowi słuchacze jego twórczości. Było to wyraźnie widoczne również dzięki ogromnemu mosh pitowi, który pojawił się w samym środku publiczności. Ucieszony Kosma wspomniał też, że w Krakowie na ich występ przyszło więcej osób niż w Warszawie, co wywołało falę oklasków i okrzyków, potwierdzających żartobliwy „beef Wawa-Krk”, o którym wspomniał.
Płytę „POLOT” (2025) trio zaprezentowało niemal w całości – od 180, STILO, W DRODZE NA RAP, tom i jerry (przy którym publiczność chętnie przejęła refren a capella po wyciszeniu podkładu), GREENPOINT, PUŁAP, po WYCHODZĘ. Z tłumu dało się słyszeć pewne, rytmiczne śpiewy nie tylko refrenów, ale również zwrotek, co pokazało, jak bardzo krakowscy fani wyczekiwali tego występu. Energii nie brakowało ani przez chwilę. Z płyty „kino femina” (2025) padło na syf na sell i patronus gekon, czym udowodnili, że równie dobrze wybrzmiewają ich bardziej poetyckie utwory. Atmosferę podgrzewał freestyle – Kania puszczał podkłady, a Kosma i Krzaquu tworzyli wersy na bieżąco, wywołując jeszcze większy wybuch energii w publice. Freestyle popłynął też przy przedstawianiu składu, z dedykacją dla ich managerki Oliwii. Pod koniec występu na scenie pojawił się Miły ATZ, który wspólnie z muzykami wykonał kilka kawałków, z najbardziej energetycznym DOZOBA, przy którym publiczność ponownie ruszyła do mosh pitu. Na finał koncertu Kosma i Krzaquu wskoczyli prosto w jego środek, gdzie wykonali Funk i AJAJAJ, stając się z tłumem jednym, dzikim organizmem. Kosma Król, Kania i Krzaquu zostawili krakowską publiczność rozgrzaną i głodną kolejnych występów.
KACPERCZYK
Gdy lekko przygasły światła, z głośników popłynęły „anielskie” chóry zapowiadające braci. W górę momentalnie powędrowały telefony, gotowe uchwycić pierwsze sekundy występu. Maciej złapał za gitarę i stanął przy mikrofonie, Paweł usiadł za perkusją, a po chwili rozpoczął się prawdziwy szał. Kacperczyk otworzyli koncert numerem Artysta z ASP, przy którym publika dosłownie oszalała, a podczas refrenu ze sceny wystrzeliło białe konfetti, wywołując jeszcze większe poruszenie i las telefonów nad głowami fanów. Doskonale pokazało to różnicę w skali występu i renomie. Pozostając przy materiale z „Kryzysu Wieku Wczesnego” (2021), artyści wykonali Brejdaki, a publiczność chóralnie wykrzykiwała: „2 for u, bierzesz dwóch albo wypierdalaj!”. Kacperczyk od samego początku narzucili znacznie szybsze tempo niż poprzedni wykonawcy, często płynnie przechodząc z jednego utworu do kolejnego, bez chwili przerwy. W trakcie koncertu utrzymywali też mniejszy kontakt z publicznością, stawiając przede wszystkim na warstwę muzyczną zamiast anegdot czy dłuższych rozmów.
Nie zabrakło hitów z najnowszej płyty „WSZYSCY JESTEŚMY KACPERCZYK” (2025), której hasło przewodnie artyści wielokrotnie podkreślali podczas koncertu, przedstawiając przy okazji cały skład zespołu. Gdy wybrzmiały MAM TALENT i MOJA WINA, można było usłyszeć tłum wykrzykujący zarówno refreny, jak i zwrotki. Ze scenicznych dysz wydobywał się dym, światła szalały, tłum skakał, co jakiś czas przetaczały się przez niego wulgaryzmy skandowane razem z artystami, będące kolejnym ujściem koncertowych emocji. W pewnym momencie Maciej przyznał, że zespół jest świadomy błędu, jaki popełnił, omijając Kraków podczas trasy „Wszyscy jesteśmy KACPERCZYK Tour”. Od razu dodał jednak, że w ramach rekompensaty szykują coś dużego, choć na razie bez szczegółów.
Bracia Kacperczyk nie ograniczali się wyłącznie do własnych utworów. Podczas koncertu wykonali Do zobaczenia (nagrane z SB Mafija), NIEPRZESPANE NOCE (gdzie do SB Mafija dołączył Kinny Zimmer) oraz Wolne duchy stworzone na Męskie Granie Orkiestra 2024 z Darią Zawiałow i Mrozem. Klimat występu budowały także odpowiednio dopasowane światła – momentami kontrastujące z hipnotyzującym czarno-białym kołem widniejącym w tle sceny, innym razem dodające ostrości i mroku poszczególnym wykonom, chowając Kacperczyków w cieniu. Artyści nie pominęli materiału z żadnej ze swoich płyt. Z „Pokolenia Końca Świata” (2023) wybrzmiały m.in. Jakbym zjadł mentosy i popił je colą oraz Wstałem lewą nogą, w którym Maciej niemal perfekcyjnie odwzorował partię WaluśKraksaKryzys.
Jak już wiadomo, zespół szykuje dla Krakowa coś wyjątkowego, dlatego wszystkim, którzy po tym występie czują niedosyt, można powiedzieć jedno: cierpliwości!
Strefa Polibuda, 15 maja
Lordofon
W życiu niewiele rzeczy jest pewnych, ale jedną z nich jest obecność i świetna energia Lordofon na Juwenaliach Krakoskich. Wydanie ich ostatniej płyty ciekawie złożyło się z terminem poprzedniej i tegorocznej edycji, ponieważ Era Pana Hiroszimy jednocześnie ominęła Juwenalia, ale w jakiś sposób zaznaczyła na nich swoją obecność. W zeszłym roku cały występ utrzymany był w ciemnych, fioletowych barwach, artyści ubrani byli w zestaw z okładki (z czapką z rogami włącznie), a w tle widniało wielkie oko. Na początku tegorocznego koncertu Maciej i Michał ogłosili, że uwolnili się od Pana Hiroszimy, co widać było też w oprawie graficznej i ubraniach scenicznych – luźnych, dresowych i trochę oversize, jak gdyby dla podkreślenia wolności i przestrzeni, którą odzyskali. Na scenie występował z nimi Hubert Woźniakowski na basie.
„Niesamowitej Trupie Pana Hiroszimy” (2025), z której wybrzmiało najwięcej piosenek, nie można odmówić świetnego brzmienia. Mała śmierć, Cheesy, Hiroszima, mon amour i STARBOY odpowiednio rozruszały i rozgrzały publikę. Słychać było, że największą dawką energetyczną cieszą się niezmiennie Grawitacja oraz 16mm. Lordofon zawsze chętnie wraca do poprzednich płyt, przy których tłum równie chętnie śpiewa zwrotki i refreny pokazując, że ich znajomość zespołu wychodzi poza najnowszy krążek. Z „Passe” (2023) usłyszeliśmy m.in. Francoise Hardy, Ctrl Z i Pętlę, ze wspólnie wykonanym specjalnym układem tanecznym. Przy utworach z „Koła” (2020) zespół również namawiał do gimnastyki, jako że koncerty Lordofonu nigdy nie są statyczne. Poza Grawitacją wybrzmiały również Figaro, Houdini (grany bardzo rzadko) i Kobayashi, w trakcie której wszyscy trzymali się za ręce i wymachiwali nimi w górze, a na głównym ekranie widniało wielkie serce.
Koncerty Lordofonu można porównać do spotkań z dobrymi znajomymi, bo atmosfera na nich jest zawsze luźna i otwarta. Artyści wchodzą w interakcję z publicznością, rzucają żartami i anegdotami, a gdy zapominają tekstu w trakcie utworu, robią śmieszną minę i lecą dalej. Jak na porządną studencką imprezę przystało, nie zabrakło prośby o pokazanie d*py, ale sprawa rozeszła się po kościach (czyżby?). Okazało się też, że Hubert jest wnuczkiem pierwszego prezydenta po transformacji Krakowa, z czego artyści również kilka razy zażartowali. Dobrej atmosfery dodaje otwartość zespołu na dzielenie sceny z fanami – przy Prywatnej wyspie dołączyła do nich Milena w roli Hi Hani i wspaniale zaśpiewała swoją partię. Oda do Olka była dedykowana Olkowi z tłumu (którego znajomi trzymali na baranach cały utwór), a cała publiczność świeciła latarkami z telefonów, robiąc odpowiedni klimat.
Scena na Strefie Polibuda różniła się od tej z Żaczka nie tylko oprawą wizualną, ale też rozciągnięciem sceny. Oprócz głównej części dla wokalisty dostępny był długi wybieg, z którego Maciek często korzystał, by móc poskakać z publiką. Na ekranach, poza przygotowanymi przez zespół wideo do konkretnych piosenek, wyświetlało się też nagranie z kamery skierowanej na publikę. Niekiedy kafelki zmieniały się w rytm utworów albo zmieniały kształty, co urozmaicało oprawę graficzną. Gdy Maciek ogłosił, że zbliża się utwór dla fanów mocnego pogo, tłum od razu się rozstąpił, tworząc ogromną dziurę, a zespół zaczął grać PRĄD W GALARECIE. Niby był to ostatni utwór, ale Lordofon nie pożegnał się jawnie z publiką, więc ta zaczęła skandować i prosić o „Jeszcze dwa!”. Na bis zespół zagrał Adios oraz chatGPT, który znów uruchomił mocne pogo i dał się ludziom wybawić na maksa. Co ważne (a raczej oczywiste): Lordofon nie jest gołosłowny – skoro więc była prośba o pokazanie d*py, to została ona spełniona. Można śmiało stwierdzić, że był to występ pełny, bogaty i idealnie dopasowany do wymagań publiki.