„Ogród” jest przedłużeniem pogmatwanych wizji Wojciecha Bąkowskiego, który rozchodzi je własnymi ścieżkami słów w ogrodzie kompozycji Jana Piaseckiego. Spacer nim „pośrodku świeci świętu Juda Tadeusz” nie jest w przypadku duetu Gerda odkrywaniem nowych, lecz utwardzaniem starych ścieżek, by choć udać, że coś jest znajome. Bo jeśli są na ziemi i w niebie rzeczy pewne, przynajmniej względnie, to należy do nich twórczość Bąkowskiego, który zaznacza zresztą, że „widzimy się znów w tym samym teledysku”. Można rozsiąść się i wypić „pyszną kawusię w cieniu słów”, z gotową głową i uchem, bo bez tego z artystycznej konwencji Bąkowskiego wyjdzie labirynt z droga na skróty, a przecież chodzi o to, by przyjemnie pobłądzić.
Płytę zaczyna tytułowy Ogród, a zadzieje się on po to, by przypomnieć, jak bardzo wszystko co nastąpi po drodze będzie umowne. Jeden z najlepszych na krążku, stanowi zaproszenie, z którego żal było nie skorzystać. Piosenkowy Wojtek to zaśpiewany teledysk z potencjałem na mały przebój, tyle że ktoś za szybko puścił napisy końcowe. Te, tym razem, idą w dół. Są na pierwszej stronie jeszcze dwa skity, Samsung i singlowi Zwykli Ludzie, którzy zamykają stronę A. To był pierwszy spoiler płyty, zapowiadający dalszy opowieści z „Diabła” („Zwykli ludzie mają rogi i ogony”). Na stronę B wchodzimy po Drabinie, z udziałem producenta płyty Lutto Lento. Na krążku zmieściło się zresztą więcej gości. Oprócz wspomnianego także Łukasz Palkiewicz, który – podobnie jak Lutto – dorzucił źdźbło własnej elektroniki, a także Kurt K i Maciej Edelman, którzy wpadli ze strunowcami. Dzięki temu płyta ma więcej pierwiastka ludzkiego, a w czterech skitach słychać nawet trąbkę rozchodzącą się m.in. na Samsunga.
Druga strona płyty jest wolniejsza, bardziej oniryczna i spowolniona, częściej malowana niż grana. Obce Abstrakcje to właściwie ostatni pełnowymiarowy utwór, po którym następuje krótkie W Półmroku. W bardziej surowej aranżacji mógłby on wyjść pod szyldem Niwea. Na drugiej stronie wpadają jeszcze przywoływane już Sztukasy i kończący płytę Ja Zawsze Mówię, który podobnie jak na „Diable” zostawia słuchacza w małym niedokończeniu. Zaryzykowałbym nawet, że to ogród labiryntu zakrzewiony przez muzyków Gerdy.
Od Grupy KOT, poprzez Niweę i solową twórczość (ze „Zsypu” do „Voyagera”) Wojciech Bąkowski zaprasza nas na wędrówki po bezdrożach abstrakcji. Oprowadza nas po nich jak kurator i jednoczesny twórca, poeta zdań nieoczywistych („Sztukasy. Lecą sztukasy… Trumna jest czarna, niebo jest niebieskie”…). “Jestem sobą bardziej niż kiedykolwiek” brzmi w 2026 roku jak podpis wyryty na ławce. Bąkowski z Piaseckim napisali na niej banalne: “Tu byliśmy”, trochę w ramach przypomnienia, a trochę zaznaczając swój, choć otwarty teren. Wszedłem na niego bez wahania i zostaję na dłużej, nucąc ejtisowe “W moim ogrodzie…” [7,5/10]