Fisz Emade Tworzywo
16 maja pogoda nie dopisała w całym Krakowie. Może dlatego Fisz Emade Tworzywo wprowadzili ludzi w swój występ kawałkiem Nie widzimy chmur z najnowszej płyty „25”? Utwór ten po części nakreślił publice kierunek całego występu, złożonego ze słów i świateł, a także…ciemności. Można się było spodziewać dużo poetyki, tajemniczości, szczerych do bólu tekstów i pięknej oprawy wizualnej, która czasem mówiła więcej niż tysiąc słów. W takim nastroju utrzymany był cały występ zespołu kierowanego przez Fisza, który na zmianę mówił i śpiewał, raz do mikrofonu, a raz głośnika, by jego głos wybrzmiał stłumiony i oddalony.
W krakowskim secie pierwsze miejsce znalazło się oczywiście dla utworów z najnowszego krążka – W oczekiwaniu, Niemoc, Sedno oraz Ogień i woda, do których biegające po scenie światła dopasowywały się kolorystycznie względem okładki płyty, a czasem nawet specjalnie pod nastrój danego utworu. Ci, którzy byli pierwszy raz na występie FET, być może spodziewali się rozmów czy anegdot pomiędzy utworami – Fisz jednak potraktował swój set z namaszczeniem i skupił na muzyce, ograniczając kontakt z ludźmi do podziękowań za huczne owacje. Przy ogromnych kroplach deszczu lecących bez przerwy z nieba na pewno były one dwa razy mocniej odczuwalne. Fisz Emade Tworzywo grali kawałki tajemnicze i poetyckie, ale nie zabrakło również bardziej żywiołowych, jak Pył czy Muzyka Jest o Nas, które pozwoliły ludziom się rozruszać, a zarazem ogrzać.
Zespół nie ograniczał się jedynie do promowania najnowszego albumu, stawiając na przekrój z poprzednich płyt – z „Mamuta” Bieg, Dzień dobry i Ślady, z „Ballad i Protestów” obok Muzyka Jest o Nas pięknie brzmiące Za Mało Czasu, które zostało lekko przeciągnięte. Zresztą przy kilku utworach zespół nieco jammował, co idealnie pasowało do (utrzymanego w raczej luźnym nastroju) występu i podkreślało, jak członkowie grupy świetnie się czują grając razem. Zostały jeszcze typowe dla FET akcenty czysto hip-hopowe, czyli Bieg czy 30 cm. Przekaz piosenek tym bardziej trafił do słuchaczy, bo muzyka stanowiła idealne tło w połączeniu z padającym zawzięcie deszczem – była to więc gratka dla tych, którzy na co dzień nie mają czasu lub możliwości, by zagłębić się w teksty utworów.
Happysad
Ciekawy kontrast tego wieczoru wprowadził Happysad, który wyciągnął ludzi z tajemniczego transu i przeniósł w otoczenie wypełnione pogodnymi i kolorowymi emocjami. Wszystko w żółto-czarnej oprawie scenicznej, związanej ze świętowaniem 25-lecia zespołu. Można mówić, że to „tylko polski zespół, który śpiewa piosenki o miłości”, ale energia ich występów i same warstwy tekstowe są w stanie przenieść słuchacza w kompletnie inne miejsce. Jest w ich twórczości coś, co automatycznie podnosi na duchu, pcha do tańca – wprowadza w pewien trans, inny niż w przypadku Fisza Emade Tworzywo.
Kuba Kawalec już na początku zapowiedział, że dziś pojawią się nowsze kawałki, ale nie zabraknie też starych, kultowych, które posłużą idealnie na „wspominki”. Po kolei: z ostatniej płyty „Pierwsza Prosta” zagrali świetnie brzmiące Kochaj sobie kogo chcesz, Kolory i piosenkę tytułową. W przypadku tej drugiej wykonali sprytny zabieg sceniczny, dopasowując kolory świateł do śpiewanych słów z refrenu: „Wybieraj / Czarne czy białe / Granaty czy róż / Pomarańcze czy żółć”.
Przez cały koncert wiele refrenów (a nawet zwrotek) publika wykrzykiwała jak mantrę i może z tego powodu zadziałała tu siła wyższa, bo w którymś momencie deszcz ustał, dając nam przestrzeń na wykrzyczenie wszystkich emocji. Tych z „Mów mi dobrze”, z którego Happysad, poza tytułowym utworem, zagrali równie piękne i powolne Taką wodą być oraz żywsze W piwnicy u dziadka.
Z najbardziej znanych nie mogło zabraknąć oczywiście Zanim pójdę (rozruszało wszystkich), Bez znieczulenia, Łydki oraz Nadzy na mróz. Pięknie, melodyjnie, ale też energicznie stało się za sprawą piosenek Dłoń, Psychologa!!! i Zwierz, gdzie głośno wybrzmiało „Człowiek to już nie człowiek!”. Kuba między piosenkami dziękował publice za przyjście, dodając, że w taką pogodę dostają od całego zespołu 100% szacunku i rigczu. Przyznali, że cieszą się na 25-lecie zespołu i zadedykowali wszystkim Powódź dekady oraz hasło przewodnie „To dzięki Tobie jeszcze jakoś trzymam się i nie tonę”.
Głodni emocji po zejściu zespołu ze sceny skandowaliśmy długo i po chwili udało się wywołać Happysad z powrotem. Na bis dostaliśmy mieszankę delikatnego Nic nie zmieniać z płyty „Ciepło / zimno” oraz Nie ma nieba, który energicznie pożegnał tłum i zostawił ludzi już (na dobre) rozgrzanych.
Tekst i zdjęcia: Patrycja Drabik