Płyta ma lekkie spadki napięcia, ale nie przeszkadzają one w elektryzującej ostatecznie podróży muzycznej. Ta przypomina jazdę autem w gorący dzień, przyjemną, bo z otwartym dachem.
Na początku tej podróży jest znakomity w każdym calu Hope, w którym Novika melodyjnie, z gracją porusza się po parkiecie razem z Sophie Ellis-Bextor, Kylie Minogue, czy Roisin Murphy. Stuprocentowy roztwór taneczny, w którym przyjemnie jest się rozpuścić. Hope wraca na zamknięcie płyty, w wersji alternatywnej, która w wielu miejscach dostała nowego charakteru. Tym jest wysunięty bas i perkusja, plus połowicznie filtrowane dźwięki. Zresztą, żywe instrumenty to
Drugi na krążku Comfort Zone ma tempo i vibe, które nieszczególnie lubię. W tej szybszej kompozycji, w której rave przeplata się z aranżacjami techno i klubowego electro, nie ma dla mnie punktu zawieszenia. To ten mój prywatny spadek napięcia, który lepiej wypada, niż wpada. Take Me Back jest za to świetnym ruchem w górę, w którym pobrzmiewa scena klubowa lat 90. z elementami disco wcześniejszej dekady. Chwytliwy fragment, przed wspaniałym i nieoczywistym w odbiorze Fragile. Miękka, ambientowa piosenka z gatunku tych, w których największą przyjemność czerpie się z jej wielokrotnego odkrywania. „It’s a new moon nothing is certain”…
Singlowy, energetyczny Born Again, w którym obok głosu Noviki słychać Sambora, prowadzony jest w minimalistycznym, nu rave’owym klimacie. Brzmi ciekawie, ale wyobrażam go sobie w jeszcze bardziej oczyszczonej aranżacji, może z jakimś instrumentalnym dodatkiem. Bardzo przekonująco wypada premierowe, nagrane z gdańskim zespołem BYTY Wybrzeże. W jego sklejonej pomysłami aranżacji wybijają się rytmiczne uderzenia i przeskoki tempa, które udaje się Samborowi okiełznać. Świetny fragment. Podobnie jak pędzące Sunbeams, znowu ze wsparciem wokalnym Sambora, które ma w sobie urok duetów elektropopowych z czasów, gdy odkrywano uroki syntetycznych brzmień. Trafne „we can go anywhere anywhere” to bardzo udana część tej muzycznej podróży.
Z nowych fragmentów, płyta ma dwa a la skipy – Kasia… i Changes. Szczególnie ten drugi, z wyraźnym basem, prosi się o rozciągnięcie i poprowadzenie w trwającą dłużej (tu trwa poniżej minuty), rozmowę Noviki z Samborem. Słuchałbym. Nie powiem tego o kolejnym, All I Need Air, który zostawia z tyłu lekkość oryginału, ale proponuje niewiele ponad dance-popową aranżację.
Mimo połączenia nowego ze starym (umownie), Sambor zrobił z całego materiału równą płytę. Wypełniają ją brzmienia szeroko widzianego świata elektroniki, którego styki łączone są za pomocą wrażliwego, chilloutowego głosu Noviki. I choć nastawiałem uszu na więcej świeżego materiału, cieszy, że i ten wcześniejszy trafił w końcu na nośniki (szczególnie winyl). Pod każdym względem płyta na poziomie.