Tak dla rozwiania wątpliwości, Tom przypomniał też od razu, że dzisiaj nie będzie niczego, czego byśmy się nie spodziewali. Wiadomo: koncert w Stodole miał być odegrany według Worst Case Scenario: In a Bar, Under the Sea… Grupa kończy właśnie trasę, na której prezentuje niemal w całości te dwa pierwsze, ikoniczne dla niej albumy. Warszawski koncert był przedostatnim na trasie dEUS (został Stambuł).
Zespół nie odegrał jednak utworów z obu albumów jeden do jednego, pozwalając tym na “małe zaskoczenia”. Zaczęli od „Worst Case Scenario” (Jigsaw You, Via, Morticiachair) i gdzieś w połowie weszli na „In A Bar Under The Sea” (od Theme From Turnpike, Gulity Pleasures i Serpentine). Dwa największe z obu płyt przeboje, jeśli można tak o nich powiedzieć, czyli Little Arithmetics i Suds&Soda wybrzmiały pod koniec regularnej części (rozdzielił je Fell Off the Floor, Man). Na dokładkę? For the Roses i trochę niespodziewane w tym miejscu Disappointed in the Sun. Mogli zamknąć koncert tak jak jedną z płyt, a jednak…
To był dopiero mój trzeci koncert dEUS, ale ponownie utwierdził mnie w przekonaniu, że to wciąż zespół klasowy. Od lat 90. skupiony wokół Barmana, który obok absolutnie szalonego, tnącego skrzypcami Klaasa Janzoonsa gwarantuje utrzymanie stałego poziomu. Z pozostałych muzyków najwięcej energii do dzisiejszego dEUSa wnosi gitarzysta Simen Folstad Nilsen. Pozostali – żywiołowo bębniący Stéphane Misseghers i Alan Gevaert na basie – zdążyli już wtopić się w skład.
Warszawski koncert był bardzo udaną, rockową szermierką, która nie przeciągnęła sympatii na żadną z zagranych płyt. Zagrane razem tworzyły po prostu jedną, znakomitą, zwartą ścieżkę dźwiękową. Kiedy trzeba – odlotowo agresywną, innym razem przyziemnie ułagodzoną. Tak sprawnie, jak tylko oni potrafią. Bardzo dobry koncert zamknęła jeszcze bardzo dobra wiadomość: na przyszły rok zapowiada się nowy album. I kolejne koncerty, tym razem może tam, gdzie ich w Polsce jeszcze nie było.
Jako support zagrała trójmiejska formacja Formy Planet. Muzyczny projekt, za którym stoją związani wcześniej m.in. z Made in Poland i The Shipyard Rafał Jurewicz (wokal) i Piotr Pawłowski (bas, klawisze). Obok nich – gitarzysta Krzysztof Stachura (Bielizna, Mordy, Nieznany Wykonawca) i perkusista Mariusz Noskowiak (m.in. Blenders). Na koncie mają album “Kosmos jest wszędzie” i głównie ta muzyka wypełniła Stodołę. To była przyjemna dawka zimnofalowych brzmień, czasem lekko rozciąganych, które potrafiły wprowadzić chwilami w transowy klimat. W sam raz.