Na początku warto wspomnieć o dość nietypowej promocji trasy – darmowych koszulkach dla uczestników koncertów. Zgodnie z wcześniejszym ogłoszeniem, każdy posiadacz biletu miał otrzymać na miejscu koszulkę z grafiką trasy. Na niecały tydzień przed jej startem w mediach społecznościowych vgtbl.pl pojawiły się rolki i transmisje live, na których Franek i Adam ręcznie przygotowywali kilka tysięcy sztuk. Z każdej z nich dumnie spoglądał biało-czerwony ziemniak niosący flagę Polski z tytułem trasy.
Obietnica została spełniona: wszyscy mogliśmy przebierać w pudłach wypełnionych koszulkami w pięciu rozmiarach. Wystarczyło potem rozejrzeć się po sali, by zobaczyć pokaźną „ziemniaczaną armię” w biało-czerwonych koszulkach i mnóstwo uśmiechniętych twarzy. Niektórzy dodatkowo mieli na sobie warzywne szaliki, ręcznie szyte przez dziewczynę Franka, Jagodę. Efekt był naprawdę imponujący
Jak na prawdziwe gwiazdy przystało, koncert vgtbl.pl rozpoczął się z lekką obsuwą. Za to – z przytupem. Na początek poleciała tytułowa piosenka z najnowszego albumu “Vegetables Worldwide”, wraz z teledyskiem pokazującym dosłowne przejęcie świata przez ogromne warzywa. Gdy z głośników wybrzmiały pierwsze basy i wrzaski Franka, publika natychmiast ruszyła do zabawy. Chwilę później artyści pojawili się na scenie, by oficjalnie rozpocząć show. Wspólnie odśpiewane Never Alone Again pokazało, że spora część publiki zdążyła już dobrze zapoznać się z nową płytą. W samej setliście nie zabrakło także starszych utworów, takich jak Czasem, Duża głowa i Największy pomidor na świecie z „Wykopki EP”, czy Sześć słońc z „Komputer EP”. Duet koncentrował się jednak głównie na najnowszym materiale, z którego zabrakło jedynie ON REPEAT.
Przed Green Friend Franek poprosił chętnych z publiki o przedstawienie gatunków i imion swoich roślin, dzięki czemu można było jeszcze bardziej wczuć się w klimat utworu. Przy Nice from Poland wraz z publiką jak szalony skakał za to cyfrowy Chopin, wyświetlany na ekranie. Gdy z głośników popłynęło z kolei BOBER (WHO AM I), na scenę wskoczył ogromny bóbr, który szybko wmieszał się w tłum i zaczął tańczyć razem z fanami. Co ciekawe, publiczność często lepiej znała teksty i momenty instrumentalne z najnowszego albumu, niż te ze starszych. Być może oznacza to, że w Łączniku pojawiło się wielu nowych słuchaczy, a to dla duetu bardzo dobry znak. Zwłaszcza że ich twórczość zaczyna zmierzać w nieco innym kierunku niż wcześniej.
Między piosenkami Franek i Adam opowiadali anegdoty z trasy, rzucali żartami, a czasem nawet oddawali fanom mikrofon. Przy Krasnoludkach cała płyta wykonała charakterystyczny taniec, w którym uczestnicy łapali się za ramiona i wyrzucali nogi do przodu w rytm muzyki. Kiedy muzycy sięgnęli, w ramach powrotu do starszych hitów, po tytułowy utwór z drugiej EP-ki, cały klub krzyczał „Komputer, kocham Cię!”, tańcząc przy tym rytmicznie.
Najnowszy singiel Follow My Dream na chwilę uspokoił tempo koncertu, wprowadzając bardziej nostalgiczny i mistyczny nastrój – mimo elektronicznego wstępu przywodzącego na myśl twórczość Gigi D’Agostino. Towarzyszył mu klimatyczny teledysk, który kadrami i atmosferą nawiązywał do takich klasyków jak Freestyler Bomfunk MC’s czy Sandstorm Darude. Prawdziwym hitem wieczoru okazał się jednak Train of Love, czyli… stworzony przez nas ogromny pociąg, podczas którego ludzie przybijali piątki machając przy tym do siebie nawzajem. Przez chwilę można było poczuć się jak na szkolnych dyskotekach z początku lat 2000. Bez wątpienia ten kawałek świetnie odnalazłby się w tamtej epoce.
Nieodłącznym elementem koncertów duetu jest ziemniaczany hymn, czyli Święto Ziemniaka, którego także nie mogło zabraknąć we wrocławskim Łączniku. Po nim tempo znów zwolniło, gdy z głośników popłynął utwór zamykający najnowszą płytę, czyli Paper Plane. W jego trakcie Franek próbował składać papierowe samoloty, co wychodziło mu świetnie, ale z ich puszczaniem w stronę publiczności było już gorzej. Wszystkie w tajemniczy sposób wracały na scenę. Fani szybko złapali klimat i włączyli w telefonach latarki, którymi machali w rytm muzyki, rozświetlając klubową przestrzeń. Na zakończenie usłyszeliśmy jeszcze energiczne Wykopki. Po nich – jak się wydawało – duet pożegnał się utworem Do widzenia, który pod koniec płynnie przeszedł w refren Danza kuduro. Gdy część osób zaczynała już kierować się w stronę wyjścia, ktoś z tłumu podał Frankowi por, a na ekranie pojawiła się animacja Napadu na bazar. Stało się jasne, że to jednak jeszcze nie koniec.
Ostatni utwór pozostawił publiczność bez tchu, ale z ogromnym apetytem na więcej. To już się nie wydarzyło, ale po koncercie artyści chętnie rozmawiali za to z fanami, poświęcając każdemu odpowiednio dużo czasu.
Widać, że vgtbl.pl są dziś znacznie bardziej świadomi kierunku, w którym chcą podążać, a jednocześnie nie boją się eksperymentów. Elektroniczne utwory promujące płytę – jak Nice from Poland – wyraźnie różnią się klimatem od wcześniejszej twórczości duetu. Istniało ryzyko, że nie każdemu przypadną do gustu, jak się jednak okazało, nowe brzmienie zostało przyjęte bardzo dobrze. Tak przez wieloletnich fanów, jak i zupełnie nowych słuchaczy, którzy dołączyli do polskiej ekipy warzywnej i wydają się w niej świetnie odnajdywać.
tekst i zdjęcia: Patrycja Drabik