Nameless Creations
Koncert zaczął się chwilę po 19:00. Posptunkowi Nameless Creations zaczęli set z przytupem, już na wstępie grając najlepsze kawałki z ostatniej płyty „Plague Party” – Poison Island i Pain-Powered Machine. Ludzie od razu zaczęli tańczyć, tak samo szybko klub Sny zapełniał się publicznością chętną na porządną dawkę muzyki. Widać było, że NC czują się na scenie swobodnie, a szczególnie – energicznie poruszający się wokalista zespołu, który przy tym ekspresyjnie śpiewa. Nameless Creations wykonali też utwór premierowy (nigdy jeszcze nie grany!), Ceremonial Sacrifice, i jego też ludzie przyjęli z otwartymi ramionami, bawiąc się tak, jakby słyszeli go nie pierwszy raz w życiu. Występ grupa zamknęła dwoma utworami z „Plague Party”, które zostawiły wszystkich chętnych na więcej. Jak na pierwszy od 2017 roku występ w Krakowie, zespół dał z siebie widoczne maksimum.
Eat My Teeth
Pałeczkę po Nameless Creations przejęli reprezentanci sceny deathrockowej z Warszawy, Eat My Teeth. Ci od początku hipnotyzowali publikę odważnym zachowaniem scenicznym. W trakcie, gdy już pierwszy utwór narastał, wokalista zszedł ze sceny i zaczął chaotycznie chodzić wokół zszokowanych, najbliżej stojących ludzi. Tak zaczął się pierwszy występ EMT w Krakowie i na pewno zostanie on odpowiednio zapamiętany, choćby właśnie po samym wstępie. Zespół rozpoczął set jedną ze swoich najmocniejszych piosenek, Eat My Teeth, podczas której publika tłoczniej zebrała się pod sceną. Nie zabrakło również takich hitów jak Rot (podczas refrenu którego wokalista niejednokrotnie wykonywał znak krzyża) czy Salt Into My Eyes.
Występ Eat My Teeth to był performance artystyczny. W którymś momencie gitarzysta został ściągnięty za ubranie w tłum i “zmuszony” do zejścia w parter, na kolana. Innym razem wokalista malował na czołach chętnych znaki ciemnoczerwoną mazią, połykał krzyż czy rozrywał dziennik (który, zapewne, miał imitować Pismo Święte). I zachowanie, i ruchy na scenie, były jednak w pełni naturalne. To tak, jakby został on stworzona do tego, by prezentować światu swoje wizje. Jego specyficzna maniera śpiewania ciekawie kontrastowała z mroczną i klimatyczną muzyką. Raz sięgał do niebotycznie wysokich tonów, żeby sekundę potem przejść w growl, co mocno hipnotyzowało publiczność i dodawało energii do tańca. Pod sceną? Nie zabrakło pogo, zaczętego przy All Junkies Go To Heaven i utrzymanego do końca występu. Eat My Teeth zamknęli set coverem Figurative Theatre Christian Death.
Goofy Ginz
Ostatnią dawkę emocji w Snach dostarczyli Goofy Ginz. Jak sami o sobie mówią – łączą melancholię, wykrzyczany gniew, shoegaze oraz noise rock, i to właśnie zaprezentowali w Snach. Połączenie takie słychać idealnie na ich ostatniej płycie „’Twas Fun” z 2023 roku, z której tego wieczoru zagrali najwięcej piosenek. Nie zabrakło najpopularniejszych – Rav Muff, Larger Than Life, czy Lynch, które wprowadziły publikę w odpowiedni klimat i motywowały do ekspresyjnego śpiewania refrenów z wokalistą. A że w swej twórczości zespół nie trzyma się jednego języka, set był przeplatany również utworami po polsku. Takimi jak najnowszy, ubiegłoroczny singiel, Niewidzialne Miasta, w którym ludzie mogli wczuć się w osobistą treść. Oprócz niego wybrzmiał także piękny czerwiec, sierpień, jesień. Od członków zespołu bił totalny luz, albowiem każdy poruszał się na scenie tak jak chciał – muzycy spokojnie bujali się w rytm utworów albo energicznie zarzucali ciałem i włosami. Nie był to pierwszy występ Goofy Ginz w Krakowie, ale po tak ciepłym i energicznym przyjęciu już wiem, że na pewno wrócą tu za niedługo.