Bezsprzecznie: Bruce Springsteen jest ikoną rocka. Postacią, której aktywność wykracza poza polityczne deklaracje i podejmowanie w tekstach ważnych dla Amerykanów spraw społecznych. Bo o ile Boss jest artystą na wskroś amerykańskim, z tak zakorzenioną wrażliwością, o tyle jego twórczość to czysta poezja współczesnego rocka. Ze wszystkimi dla niej (osobistymi) konsekwencjami. Tych w filmie Scotta Coopera jest dużo.
Film o Springsteenie to fabularny portret artysty, którego demony nie mają związku z twórczym procesem lub jego blokadą, lecz sięgają głębszych doświadczeń i relacji. Z ojcem, ale też dziejących się na bieżąco. Pewne traumy pojawiają się w szczytowym punkcie kariery, który przypada na próg drugiej dekady aktywności muzycznej, po wydaniu pięciu fenomenalnie przyjętych albumów. Trafiają one na proces powstawania nowego albumu, intymnego, bardzo prywatnego, tańczącego z demonami Bruce’a w jego wnętrzu. Albumu, który ma mieć konkretny kształt, uformowany wbrew racjonalnym – mogłoby się wydawać – działaniom wytwórni i presji otoczenia. Płyta utrwalona w postaci demówek artysty, nagrana bez udział E Street Band. Tak powstała przecież „Nebraska”, z której narodził się (nomen omen) także późniejszy, przebojowy „Born in the U.S.A.”
Film znakomicie pokazuje drogę Springsteena do realizacji wizji, a właściwie skonfrontowania się z nią (nimi). Wizji płyty zrealizowanej pod prąd, w sposób, jaki cechuje największych i szalonych. Z tym że u Springsteena nie ma szaleństwa. Jest odwaga i instynkt, a przede wszystkim determinacja, której źródło jest znacznie mroczniejsze i trudniejsze, niż się nam wydaje. Jej rezultatem jest jedna z najtrudniejszych płyt w karierze Bossa – “Nebraska”.
„Springsteen: Ocal mnie od nicości” to bardzo dobry obraz i – całe szczęście – nietypowy biopic. Ze znakomitą obsadą, co nie jest bez znaczenia, bo Jeremy Allen White wypada w roli Bossa przekonująco i autentycznie. Brawa też za drugoplanowe role – Jeremy’ego Stronga, Odessy Young i jak zawsze świetnego Stephena Grahama. To także dzięki nim film przemawia równolegle głosem muzyki i ludzi wokół Bossa. Tej pierwszej w filmie jest nieprzesadnie dużo, dzięki czemu nie dominuje nad obrazem, ale zaznacza obecność wtedy, kiedy powinna. Dla dramaturgii tego filmu to niezwykle potrzebne.
Film ukazał się właśnie na nośnikach DVD/blu ray. Wersja płytowa zawiera oprócz filmu (119 minut) kilka cennych dodatków zza kulis, które obejmują cztery akty, oparte na rozmowach z twórcami i aktorami. Te części to: Z książki na ekran, Narodziny muzyki, Być jak Bruce Springsteen oraz Autentyczność.
W Polsce film „Springsteen: Ocal mnie od nicości” dystrybuuje Galapagos.