Ich pierwsze koncerty były wypadkową pięciu charakterów, w których grę wpisana była (możliwa) niespójność. Teraz bliżej im zespołu, który wspólnie tworzy oryginalny akt sceniczny. Ważne, że wciąż jednak na luzie. Miejscami jest bardziej performatywnie, za sprawą długich czasem, słownych zapowiedzi, choć jak dla mnie wystarczy po prostu dać się sobie zharmonizować.
Repertuar, w większości znany, nie przeszedł radykalnych zmian, ale słychać, że jest stale dopracowywany. Świąteczny wieczór w Tu i Ówdzie Noce zaczęły od Pogrzebmyż. Jako numer otwarcia wypada zapraszająco. Drugi był bardzo ładnie poprowadzony klawiszami i basem Smętek, po którym wybrzmiał nowy, dryfujący między Maanamem a piosenką poetycką (choć jedno drugiego nie wyklucza) Żart nie żal. To będzie jeden ze stałych punktów programu, podobnie jak niemal klasyczna już, i przebojowa, Fortuna. O te dwa na żywo zawsze będzie najgłośniej wołane.
Nie do końca dobrze wypadły nierówna Uleciała czy Płaczcie Anieli. To drugie, niby rzewne, wciąż jeszcze za sztywne i nie poruszające strun wrażliwości. Przyjemnie słuchało się Monarchów, choć kompozycja wydaje się nieco przydługa. Przywilej królewski? Niezmiennie urzeka Żegnam Was, które snuje się niczym mordercza quasi-ballada, ze świetnie modulowanym wokalem i takim flow-od-niechcenia. I choć wciąż nie przekonuje mnie wejście w melodeklamacje i podkręcenie tempa, co w połączeniu gubi wartość tekstu, to i tak jeden z faworytów.
Drugi nowy w repertuarze, z zaznaczonym śladem republikańskim Gdzie one są, to bardzo dobry numer. I celny kierunek muzyczny, nawet jeśli lekko rozczarowuje w nim mocny dotąd wokal. Taki los premier, ale ta ma olbrzymi potencjał, bo wypada nie tylko świeżo, ale też zagrana jest inaczej. Z lepszym pomysłem. Na tym etapie potrzebna jest Nocom lekka zmiana dynamiki, odważniejsze wprowadzenie inaczej przełamanej rytmiki (tu rola perkusji). Wszystko, co nada utworom nowego tempa, będzie pobudzające. Smyczek basowy, który pojawia się w Gdzie one są, jeśli będzie głośniej słyszalny, może być jednym z kroków do urozmaicenia i wychylenia się nieco poza ustalony stylistycznie krąg.
Na pierwszy plan w nowych Nocach wysuwa się gitara, stając się drugim głosem kwintetu. Ten pierwszy nadaje piosenkom formę, miejscami suflując publice możliwe interpretacje. Samo natężenie mogłoby być miejscami mniejsze, by – paradoksalnie – wyciszeniem czytelniej potęgować ważne fragmenty. To pozwoliłoby na wybicie ze śmiertelnego tańca, w jaki wpadamy – świadomie! Mogłoby też być nie tyle zbiorowym wołaniem zza grobu, co miłym, ożywczym łechtaniem armii nieboszczyków.