Utwór So Many Faces ukazał się jako strona B singla Holy Ghost. Obydwa utwory dostępne są wyłącznie w wersji CD dołączanej do winyla ostatniego albumu grupy Oranżada, „Salto” (Audio Cave).
So Many Faces to raptem trzyminutowa piosenka. O strachu – nienazwanym, ukrytym i niepotrzebnym. Dynamiczna, z charakterystycznymi klawiszami, które prowadzą melodię obok wokalu. W utworze basista, Robert Derlatka, zamienił się instrumentami z gitarzystą Michałem Krysztofiakiem.
Nowy album Oranżady – „Salto” – ukazał się 21 marca. To płyta improwizowana, nagrana na setkę. Zawiera w większości utwory instrumentalne, z przewagą mocno psychodelicznych jammów. A „Skoro ‘Salto’ to płyta bez piosenek, to dlaczego by nie dołożyć do niej piosenek. Salto Mortale, Tak!” W ten sposób tłumaczy single wydane poza regularną płytą Oranżady basista i wokalista grupy – Robert Derlatka.
Oba utwory (Holy Ghost i So Many Faces) to ukłon w stronę proto punkowych i garażowych korzeni Oranżady, ale z dawką charakterystycznej dla nich psychodelii.
W październiku 2024 miała premierę debiutancka płyta NEALa „Sex Tapes” (Wytwórnia Tematy). Teraz artysta wyciąga z niej single, na które szczególnie zwraca uwagę słuchaczy. „Siamese Love to chyba najjaśniejszy fragment “Sex Tapes”. Utwór o miłości tak silnej, że czasem wydaje się, że jesteście jedną osobą. O tym etapie, w którym kończycie nawzajem zdania po sobie, kiedy siedzicie sobie w głowach. Kiedy okazuje się, że jesteście brakującymi elementami swoich własnych układanek.” Tyle o singlu sam NEAL.
Siamese Love to także jeden z moich ulubionych fragmentów albumu, o czym pisałem w recenzji. Do utworu powstał teledysk, za którego zdjęcia i montaż odpowiada Bartosz Łach. Producentką jest Fanta Darecka.
„Ten utwór to pewnego rodzaju odpowiedź na nasz utwór Echo, który można znaleźć na naszym pierwszym albumie W domu. Tam śpiewałam, że jest jeszcze nadzieja i wszystkie nasze zaniedbania można jeszcze naprawić. W Może morze podchodzę już do tego nieco mniej optymistycznie. Świat się wali, a my nadal tego nie widzimy. Koniec świata.” Tak o piosence mówi Olga Stolarek – wokalistka zespołu Heima. I faktycznie, Może morze można odbierać jako manifest na czas kryzysu i to w wielu wymiarach – ekologicznym, czy społecznym. Kiedy dochodzi do tego refren z powtarzanym, ale nie wykrzyczanym „ratuj się kto może!”, jednocześnie z przekazu możemy wyczytać, że… „może morze nie przykryje mnie?”
Może morze ma bardzo interesującą, zmienną strukturę. Trochę jak to morze, które może być zarówno przyjazne, jak i niebezpieczne. To drugi singiel zapowiadający EP-kę „Koniec świata”. Jej premiera przewidziana jest w wakacje tego roku. Dotychczas Heima mają na koncie wydany w 2022 roku album „W domu”, oraz zeszłoroczną EP-kę „Świat z tektury”.
16 maja ukazał się nowy singiel grupy Mlecze – Minie jesień. To trzeci utwór Mleczy, tym razem spokojniejszy, stonowany, ale wciąż (tu: bardzo) melodyjny. Piosenka, z którą można iść na spacer i przy tym tańczyć.
Utwór powstał na tydzień przed pierwszym występem zespołu. Jak mówi Karolina Prasał, wokalistka: „Pierwsza fraza tego utworu, czyli ‘Gdybym tylko miała lepszy czas…’ to słowa, które usłyszałam in real life od osoby, na której mi zależało. Słowa zapętliły się w mojej głowie i ułożyły w piosenkę.”
Warszawskie Mlecze to subtelna mieszanka indie/bedroom popu. Piszą historie, które opowiadają muzyką. Znamy ich z singli iPhone 6s czy W za małym ciele. Zagrali na scenie Spotify Fresh Finds podczas Next Fest 2024. Minie jesień zapowiada debiutancki album „Maruda”, który ukaże się już 13 czerwca nakładem labelu Wytwórnia Tematy.